Głównym powodem porażki i nieszczęścia jest wymienianie tego, czego NAJBARDZIEJ pragniesz na to, czego pragniesz TERAZ.
niedziela, 20 maja 2012

Trudno uwierzyć, że znalazłam trochę czasu i siły, żeby cokolwiek napisać na bloxie.

Sypiam maksymalnie po 4 godziny w kawałkach, jeśli udaje mi się umyć zęby przed 12, to uznaję to za sukces, a przez większość czasu wisi mi u piersi mały ssak. Czasem nie sposób wyjść z nim na spacer, bo mimo, iż godzinę jadł - ciągle jest głodny! 

Myślałam, że będzie łatwiej. Ledwo żyję.

Powtarzam sobie na owijkę: Najpierw jestem człowiekiem, potem jestem kobietą, na końcu jestem matką. Taka moja mantra. Nie można dać się zajechać trzytygodniowemu stworzeniu.


Tak, to był wpis użalający się nad sobą. Na notki pełne zachwytu nad moim synem, pełne "ochów" i "achów" przyjdzie czas, kiedy malec będzie budził się raz w nocy i po nakarmieniu pójdzie od razu spać do swojego łóżeczka (a na razie się nie zapowiada).

21:18, szymiki
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 kwietnia 2012

Nie mam kostek, po prostu zniknęły. Moje stopy wyglądają jak stópki małego, tłustego bobaska, z tą różnicą, że są w rozmiarze 39 (albo większym) i bardzo bolą przy prawie każdym kroku. Jakoś tak lepiej sypiam, ale teraz znowu hormony nie pozwalają normalnie żyć.

Pas startowy dla malucha przygotowany w 50 %, a przynajmniej to o mojej szyjce napisał pan doktor w karcie ciąży i jeszcze, że rozwarcie 1,5 cm. Bóle kręgosłupa, które jak mi się wydawało są czymś oczywistym, bo brzuch, bo rozmiarami przypominam orkę, bo miednica się rozchodzi... okazały się bólami krzyżowymi, PRZEPOWIADAJĄCYMI. Staram się nie myśleć, że to właśnie te bóle podobno podczas porodu są najboleśniejsze. 

W lekturach przeskoczyłam z tematu "40 tydzień ciąży" na tematy o spaniu (a właściwie jego braku), karmieniu (czy raczej żałosnymi próbami przystawiania do piersi), płaczu i pieluszkach (to zbędne - Majkel będzie przebierał). Poród wyparłam ze świadomości. Nie mogę się doczekać czegoś, czego koszmarnie się boję. Jak to możliwe?

Nie mogę się doczekać okruszka w moich ramionach. Jeszcze go nie znam, a już szaleję z miłości!

13:01, szymiki
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 marca 2012

Jeszcze tylko 4 tygodnie z hakiem i się zobaczymy. Już prawie spakowałam torbę dla nas do szpitala. Wystarczy kupić ci jeszcze paczkę pieluszek i materac do łóżeczka i już spokojnie zasnę. Przestanę martwić się, że "jeszcze tyle zostało do przygotowania". Ale może to nie chodzi o rzeczy? Może to ja nie jestem gotowa?
Nie mogę się doczekać, chociaż wiem, że nie będzie łatwo.


Nowe nabytki tego świata zachwycają. Weronisia jest najpiękniejsza, Gabryś waży najwięcej, a Staś w czwartek wyjedzie ze szpitala po ostrym, kłębuszkowym zapaleniu nerek. Jest jeszcze Hania, ale z nią zobaczymy się dopiero za niecałe 2 tygodnie. Wszystkie mamy są tak dzielne, że chętnie wpiszę się w ich grono, chociaż każda z nich powie, że bycie mamą, to nie rurka z kremem. 

22:34, szymiki
Link Komentarze (1) »
środa, 29 lutego 2012

Bardzo nie chcę wpadać w niepotrzebny patos, ale w zasadzie stan, w którym się obecnie znajduję nie ma sobie równych. Ok, może i nie potrafię spać i jestem napuchnięta oraz wiele rzeczy sprawia mi przykrość (często niesłusznie), ale widok napinającego się balonika jest bezcenny. Brzuch jest prawie okrągły i nagle coś zaczyna wystawać, przesuwać i zmieniać kształt - czasem boli, ale wrażanie jest cudowne!

Wiję gniazdo: sprzątam, piorę i prasuję malutkie bodziaki, a przy okazji robi się coraz cieplej i wiosennie. Gdyby jeszcze praca magisterska mogła się sama napisać, to chyba umarłabym ze szczęścia. Dzięki Majkelowi i maleństwu zupełnie bezboleśnie przeżyłam zimę i mam dużo siły na nowe wiosenne wyzwania :)

12:15, szymiki
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 lutego 2012

Nie wszystko układa się po mojej myśli (szczególnie studia), a ciąża zaczyna mi dokuczać bardziej niż do tej pory. Zgaga, bolący kręgosłup, zaparcia, problemy ze snem i kopniaki w najmniej oczekiwanych momentach. Zaczęłam się toczyć, więc wczoraj poprosiłam o L4. Poza tym to rosnę i kwitnę. Cudowny to stan, który mimo tych wszystkich dolegliwości szczerze polecam. 

Gotuję obiady, czyli... ziemniaki są za mało posolone albo jest ich zdecydowanie za dużo; kroję surowe mięso, chociaż zawsze miałam z tym wielki problem; wymyślam potrawy i robię żeberka, których ja sama nie znoszę (czego się nie robi z miłości?). Od przyszłego tygodnia zacznę robić zupy, a jak już zamknę semestr postaram się nad deserami. 

13:29, szymiki
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 106
Twój Strażnik wagi